the final countdown | 04 stycznia 12 |
już za mniej niż dwa tygodnie Junior powita świat (a mam pewne obawy, że może nawet i wcześniej)
wszystko uprane, poukładane, spakowane i generalnie gotowe
tylko nie ja
dalej co prawda czuję się okropnie i chciałabym już w końcu zamknąć za sobą ten duży i opuchnięty rozdział życia, ale coraz bardziej się boję
wiem, że to normalne, w sumie to już raz to przechodziłam, ale teraz o ile jestem względnie spokojna, że jakoś tam podołam pod względem organizacyjnym, to nie mogę spać, bo martwię się, że
1. nie będę umiała kochać Juniora tak mocno jak kocham Zosię;
2. będę go kochać bardziej;
3. Zosia poczuje się niekochana i odtrącona i skończy z psychiką równie pokręconą jak moja;
4. załamię się i wpadnę w depresję i zaniedbam i jedno i drugie dziecko;
5. przez nagłe pomnożenie obowiązków, bez rozmnożenia ilości godzin na dobę zbraknie mi czasu na cokolwiek, oprócz zajmowania się dziećmi, M. poczuje się niekochany;
6. z powodów powyższych M. albo będzie chodził smutny (a ja będę miała wyrzuty sumienia) albo będziemy się kłócić;
7. nigdy nie wrócę do pracy bo utonę w pampersach i klockach lego;
8. nigdy nie wrócę do przyzwoitego wyglądu z powodów j.w.;
9. znowu zajdę w ciążę (a wtedy to już nie wiem, chyba sobie w łeb palnę, ja już nie zniosę trzeciej ciąży :/ )
i tym optymistycznym akcentem zakończę i udam się do piwnicy w celu zabrania przyborów potrzebnych do szpachlowania dziur w ścianach (instynkt gniazdowania w trybie ON)
Komentuj (1)
Ja chyba mam depresję | 17 października 11 |
Albo przynajmniej jesienną chandrę.
Jestem chyba jedyną kobietą na świecie, która nie lubi być w ciąży, a w dodatku nawet nie ma to żadnego dobrego usprawiedliwienia. Nie muszę leżeć, nie rzygam i nie rzygalam wszystkim co wzięłam do ust, nie mam nadciśnienia, żylaków ani kolki nerkowej. Ot wyglądam jak słoń, nogi mi puchną, plecy bolą, nie mogę spać i tyle. No i jeszcze zgaga i pęcherzyk żółciowy, no ale to w sumie pikuś. Wszystko sama fizjologia. I w dodatku to przecież planowana ciaza, a Juniora wręcz nie mogę się doczekać. I naprawdę nie mam pojęcia, czemu właściwie mi tak smutno i źle, a czas tak okrutnie się dłuży.
Jeszcze M. jest w ciągłych rozjazdach i odstawil mnie do rodziców (bo po ubiegłotygodniowym pobycie w jakże cudnym szpitalu dr kazał się oszczędzać) więc już w ogóle k...ca mnie trzaska. I w ramach bonusu zadręczam się, że za 20 lat będę miała takie relacje z dziećmi, jak ja ze swoimi rodzicami :-(
Szkoda, że w ciąży nie można brać antydepresantów.
Ok. Czas na akcent optymistyczny.
Jeszcze tylko 3 miesiące (i 10 dni)
Komentuj (2)
źle. | 08 września 11 |
Coś jest ze mną nie tak.
Przed zajściem w ciążę obiecywałam sobie, że tym razem będę dbać o dietę, nie zapuszczę się etc.
Wytrwałam miesiąc. Teraz jestem w polowie ciąży i już przytyłam pewnie z 15 kilo (panicznie boje się wejść na wagę). Obiecuję sobie wciąż, że się za siebie wezmę, że jeszcze nie jest za późno itp, ale guzik z tego wychodzi. Niby nie jem jakoś szczególnie dużo - jak na ciężarną - jak podliczyłam kilka razy, bilans wychodził 2000-2300 kcal - ale mój metabolizm niestety jest jaki jest i podejrzewam, że potrzebuję co najwyżej 1600-1700 (przed ciążą żeby nie tyć jadłam 1400 i co drugi dzień chodziłam na fitness). Wystarczy dodatkowo jeden ZŁY dzień w tygodniu i bilans jest plus 1kg tygodniowo.
W każdym razie powinnam się wziąć w garść i gówno mi z tego wychodzi.
I jestem z tego powodu coraz bardziej nieszczęśliwa, coraz bardziej wstydzę się pokazywać między ludźmi etc.
Wiem, że ciąża itp, ale moim zdaniem wcale mnie to nie usprawiedliwia :-(
I nie wiem, naprawde nie wiem, czemu wcześniej mogłam, a teraz jestem taka beznadziejna :(
I jeszcze jestem wciąż zmęczona, bez energii, i jak zostaję z Zosią sama w domu, to zdarza się, że pół dnia oglądamy bajki, a potem mam potworne wyrzuty sumienia, że jestem wyrodną leniwą matką i krzywdzę dziecko.
Wieczorem o 21 idę spać, bo jestem zmęczona, więc mam już w pracy potworne zaległości.
Poszłabym na zwolnienie, ale boję sie, że jak będę całymi dniami siedzieć w domu, skończę z pełnoobjawową depresją. Z kolei jak chodzę do pracy, brzuch mnie boli i boję się, że jeszcze za wcześnie urodzę.
Generalnie to mam nastrój równie pogodny, jak aura za oknem.
Komentuj (4)